
Andrzej Kumor
Redaktor naczelny Gońca, dziennikarz i publicysta. Poczytaj Kumora...
Aby rządzić, trzeba mieć informacje. Ludzie, którzy przeprowadzali w Polsce tzw. transformację, na początku poruszali się po omacku. Gdy Sachs zadawał pytania o nastroje, jedyne co tubylcy potrafili mu powiedzieć, odwoływało się do mglistego rozeznania warszawskiego salonu z reguły opartego na kuchennych dywagacjach z imienin u cioci lub z oficjalnych peerelowskich danych wziętych z sufitu. Żydzi i Amerykanie szybko więc zdesantowali własne wywiadownie cywilne.
jeśli możesz wspomóż nasze wydawnictwo
Sachs sprowadził dwie amerykańskie agencje doradcze, SMG (Sawyer Miller Group) z Waszyngtonu zajmującą się między innymi budowaniem wizerunku obcych rządów w USA oraz KRC (Kennan Research Consulting) z Nowego Jorku. Ta ostatnia powołana była do życia przez Nadava Kennana, oficera izraelskiego Amanu, który od kiedy zjechał do Warszawy, tak już w niej się ukorzenił, kręcąc wokół różnych interesów, aż do czasu kiedy dwa lata temu "zmarł nagle na zawał".
Informacje i interesy grupy amerykańsko-żydowskiej były kluczowe dla polskiej transformacji i generalnie to ich rozstrzygnięcia stoją za tym, czym Polska jest dzisiaj. To one decydowały o tym, jak z Polską i Polakami postępować i na czym opierać techniki manipulacyjne. Polacy byli w tamtych czasach – a mówię tu o szerzej pojętych elitach – całkowitymi idiotami, zupełnie niezdającymi sobie sprawy z mechanizmów politycznych, gospodarczych, nieświadomymi powszechnie używanych metod rozgrywania; słowem, Polska była bezbronna jak masło pod nożem, mentalnie upośledzona, co wręcz wywoływało gorączkę złota u szabrujących ją międzynarodówek.
Kim był wspomniany Nadav Kennan, a jego przykład jest symptomatyczny, możemy przeczytać na stronach Millward Brown SMG/KRC – Polska: "Nasz mistrz urodził się w żydowskiej rodzinie na Białorusi. Jeszcze jako dziecko, wraz z rodzicami wyemigrował do Izraela, gdzie ukończył szkołę średnią, studia i zaciągnął się do armii, a na koniec podjął służbę w wywiadzie wojskowym. (...) Na stałe osiadł w Nowym Jorku, gdzie założył prywatną praktykę psychoterapeutyczną, a wreszcie KRC – prestiżowy ośrodek badań rynku i opinii publicznej. W 1989 roku Nadav Kennan miał już pięćdziesiąt lat.
Niewysoki, muskularny, bardzo sprawny fizycznie, nosił rozczochraną siwą brodę, jadał kołduny w rosole, doskonale posługiwał się bagnetem od kałasznikowa i pięknie grał na harmonii. (...)" – to z oficjalnej "historii naszej firmy".
– A jak przebiegało hartowanie żydowskiej stali w Polsce? Otóż, do szkolenia wyselekcjonowano początkowo 12 osób. Jakich?
– "Program doboru i szkolenia, jakiemu zostają poddani, sprawia, że wyjątkowo dobrze potrafią odczytać emocje innych osób, doskonale kontrolują własne zachowania, z łatwością nawiązują interakcję i swobodnie manipulują swoim rozmówcą. W zdecydowanej większości są to ludzie weseli o wrodzonych predyspozycjach aktorskich – mili i zabawni"... Zapewne nikogo nie zdziwi, że w tej 12-tce znalazła się np. pani Agnieszka Kublik – dziś dziennikarz "Gazety Wyborczej"…
W realu, o którym zapominają żyjący w matriksie Polacy, liczy się nie tyle ideologia, co możliwość jej instrumentalnego wykorzystania, nie religia, lecz możliwość użycia uczuć religijnych do naszych celów, nie silne uczucia, animozje i fobie, lecz skuteczność opartego na nich działania. Przede wszystkim zaś, liczą się pieniądze, bo one dają możliwość kontrolowania sytuacji – kupowania ludzi i ich talentów oraz finansowania działalności.
W Polsce do dzisiaj można wiele uzyskać, manipulując uczuciami religijnymi, można podważać zaufanie do poszczególnych osób, czy nawet samego Kościoła (jak tego próbuje dokonać środowisko "Gazety Wyborczej", gdzie szeroko i specyficznie piszą o katolicyzmie), można też "pojechać" na fobiach czy aspiracjach elity, by zaprząc ją do planów propagandowych. W Polsce – po rozpoznaniu kompleksów opiniotwórczych środowisk – osiągnięto bardzo dobre rezultaty, stosując tzw. pedagogikę wstydu, czyli opierając propagandę na aspiracjach modernizacyjnych polskich elit i ich kompleksach wobec Europy Zachodniej. Dzisiaj te linie oddziaływania nieco wygasają, dlatego szuka się nowych, jak na przykład specyficznie ukierunkowane uczucia patriotyczne i narodowe. Na nich można oprzeć mobilizację społeczną na potrzeby interwencji na Ukrainie i związanych z nią "wyrzeczeń"; na podpompowywaniu i wzmacnianiu tradycyjnych polskich lęków przed Rosją, odwoływaniu się do starych klisz antysowieckich, podkreślaniu sowieckich zbrodni (jeszcze niedawno wyciszanych), budować można akceptację prowadzonej dziś nad Polską polityki amerykańskiej i żydowskiej wobec Rosji Putina.
Wielu ludzi dziwi, dlaczego na Ukrainie tak łatwo udało się złączyć żydostwo z banderyzmem, gdy przecież nacjonaliści ukraińscy mają na koncie masowe morderstwa Żydów w latach wojny? Otóż, ideologia banderowska została wskazana jako jedyne nośne pasmo do antyrosyjskiej mobilizacji części zaangażowanej młodzieży. Ukraiński banderyzm jest kontrolowany i finansowany przez Żydów, co nie powinno też dziwić, jeśli zdamy sobie sprawę, jak silne są związki Ukraińców z Izraelem, dokąd wyjechało 600 tys. osób, często o silnym ukraińskim lub mieszanym poczuciu tożsamości. To dzisiaj owocuje interesującą współpracą, wpływami i dostępem do informacji na terytorium republiki.
W polityce nie liczą się uczucia, lecz interesy, nie liczą się przeszłe urazy, lecz władza, pieniądze i ich kontrola, dająca możliwości eksploatacyjne.
Grupą, która odniosła największe korzyści na transformacji państw Europy Środka, są aszkenazyjscy Żydzi. Oni znali ludzi i teren, są na nim dobrze przyjmowani, a jednocześnie posiadają silne i ważne kontakty międzynarodowe oraz wiedzę praktyczną konieczną do skutecznego działania. Ci Żydzi coraz częściej jadą właśnie na wschód kontynentu, wciąż nietknięty przez muzułmańskie, a co za tym idzie antysemickie problemy Zachodu.
Dysponując środkami masowego przekazu, jesteśmy w stanie szybko odwołać się do nośnych sentymentów lub urazów, wzbudzając gniew (jak dzisiaj wobec Putina), lub też uległość wobec podejmowanych przez nas inicjatyw. Firmy takie jak wspomniana KRC i specjaliści w rodzaju nieżyjącego już Nadava Kennana pozwalają wybrać odpowiednie instrumenty.
Dlaczego tego rodzaju podejście nie sprawdziło się w Rosji, dlaczego Rosja po początkowym Jelcynowym przyklęknięciu, w okresie "smuty" odrodziła się jako podmiot działania politycznego? Bo w rosyjskim KGB prócz "puławian" była też silna frakcja "natolińczyków", wiążąca przyszłość z narodowym imperium.
W Polsce ścierają się do dzisiaj interesy niemieckie, rosyjskie i żydowsko-amerykańskie. Polskich nie ma, ponieważ nie ma żadnej silnej polskiej grupy kapitału i władzy, która byłaby w stanie sfinansować choćby samo wyartykułowanie polskiego interesu. Pozostaje nam, Polakom, status obserwatora. Pół biedy, jeśli wiemy, co obserwujemy, bo w większości wypadków nie mamy o tym zielonego pojęcia.
Andrzej Kumor
Lubię myśleć o śmierci, lubię o niej mówić. Bez niej nie ma życia. Jest najważniejszym wydarzeniem, które przekreśla i wywraca do góry nogami doczesność. Różne mamy reakcje na przypominanie śmierci, jedni parskają: "przecież jeszcze nie umierasz", inni usiłują sparować temat żartem, jeszcze innych uderza to milczącym obuchem w głowę.
Żyjemy w czasach, kiedy śmierć wyrugowano z kultury masowej, żyjemy w czasach totalnego pomylenia i okłamywania, kiedy już nie dziwią nas idioci udający, że nie ma przemijania, czy operacjami plastycznymi fundujący sobie naciąganą młodość.
Mówi się, że wojna przeczyszcza. I w tym powiedzeniu zawiera się cała pogarda kierowników naszego systemu do zwykłych ludzi.
Od kiedy świat odrzucił Boży monarchiczny porządek i oddał się "oświeconej" demokratycznej demagogii, różne grupy biją się pod płaszczem poprawiania ludzkiej doli w imię "wyrażania woli większości". Podlana pychą władza nigdy się nie nudzi. Dzisiaj wedle obrazów, jakimi karmią nas środki przekazu, zachodni świat wydaje się być "przyjazny obywatelowi" i poprawnie ułożony, zaś jego instytucje strzegą wolności "osoby ludzkiej". Tak przynajmniej wygląda "wersja oficjalna".
Mimo tego, że – jak w podsłuchanej rozmowie zapewniał ziomek z Krakowa p. minister Sienkiewicz – państwo polskie to jedynie "kamieni kupa", po dwuletnim hiatus postanowiłem odświeżyć datę ważności polskiego paszportu i po odbyciu niezbędnych kwerend oraz stosownym obfotografowaniu lica poszedłem do konsulatu RP w Toronto, aby poprosić o wydanie nowego, biometrycznego już, dokumentu.
Przemogłem się nawet – mimo nie najlepszych wspomnień – do tzw. palcówki, którą w peerelu mam zdjętą w pełnym wymiarze obu rąk – i z naturalnym uśmiechem na twarzy, wypełnionym wnioskiem, z kolorowym zdjęciem, starym paszportem i skróconym odpisem aktu urodzenia (mam taki, a jakże!) stanąłem w całym swym uroku osobistym przed okienkiem miłej pani w biurze konsulatu.
Żyjemy w czasach, w których manipulacja przekazem informacji wdzięcznie określanym jako "główny nurt" osiągnęła rozmiary opisywane w czarnych wizjach.
O ile dobrze pamiętam, to w "1984" Orwella jest tak, że na świecie istnieją trzy supermocarstwa, które zawsze znajdują się w stanie wojny, choć co pewien czas w nowych konfiguracjach – raz mocarstwo A w sojuszu z B walczy z C, a za kilka lat zawiera sojusz z C i walczy przeciwko B. Aby ludzi odpowiednio mobilizować, zmienia się przekaz historyczny, przepisując wstecz gazety i podręczniki, aby wszyscy byli przekonani, że aktualny sojusz istniał od zawsze.
Niestety, o wielu ważnych sprawach sfery publicznej możemy mówić jedynie na podstawie objawów, po omacku wyczuwając siły, które tkwią pod spodem... Bo tak Bogiem a prawdą, w czyim interesie jest szaleństwo narzucanej w wielu krajach deprawacji dzieci? Jaki w tym jest cel? Dobro dzieci?!
W czyim interesie jest rozbijanie normalnych więzów społecznych czy "techniczna" nauka niewinnych dzieci o seksie? A przecież widać to w kilku krajach naraz, tu w Kanadzie, tam w Polsce, Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Czy decyzje o forsowaniu bezeceństw podejmowane są suwerennie, a zbieżność jest przypadkowa, czy też może stoi za nimi jedna niewidzialna ręka?
No i stało się. W majestacie prawa pedofilska padgatowka, mlaskając, wkracza dziarsko do ontaryjskich szkół podstawowych. Za sprawą nowego "Programu wychowania fizycznego i zdrowia" seksualizacja obejmie nawet pierwszoklasistów, bo już sześciolatki będą uczone, że to nie jest żaden siusiak, tylko penis, albo dajmy na to wagina, i do czego to służy.
Kiedy osiągną 12 lat, będą wiedziały wszystko o seksie analnym, oralnym oraz ekspresji ciała wyrażającej zgodę na odbycie stosunku.
Nie kijem go to pałką; w 2010 roku, stojąc w obliczu wyborów i szacując głosy, liberałowie wycofali się z projektu, który mógł pozbawić ich większości parlamentarnej, dzisiaj, praktycznie bez debaty, wprowadzają program na drodze rozporządzenia ministerialnego.
Przytoczę po raz kolejny anegdotę z czasów PRL-u, kiedy to pewien intelektualista opozycjonista zapragnął uświadomić w jedną noc przy wódce korespondenta prasy "zachodniej", wykładając mu w prostych słowach porządek polityczny panujący w komunistycznej Warszawie. Nad ranem gość zapewnił, że wszystko rozumie, ale ma jeszcze jedno pytanie – "Co na to wszystko wasz parlament?".
Przypomniały mi się te słowa w związku z nabierającą rumieńców kampanią prezydencką, która w najbliższych miesiącach będzie stanowiła źródło naszej medialnej inforozrywki. Czyż nasi kandydaci nie zachowują się czasem jak ów wspomniany korespondent prasy światowej? Skoro mamy praktycznie ustalone, iż:
1. polskie państwo to "kamieni kupa", a prawdziwe ośrodki władzy tkwią gdzieś tam pod spodem, skoro polski Sejm jest maszynką do zatwierdzania unijnego dyktatu, a prezydent do pilnowania żyrandola...
2. wybory są w coraz bardziej otwarty sposób fałszowane przez silne spółki polityczne, a Polacy przechodzą nad tym do porządku dziennego,
3. nawet gdyby rewia prezydenckich kandydatów i ich przesłań doprowadziła do większego politycznego rozbudzenia i uświadomienia, no to co z tego?!
No i w Kanadzie eutanazja, czyli zabijanie na życzenie (czyje?), stała się faktem. Kolejny raz radykalna zmiana obowiązującego prawa dokonana została przy pomocy wytrychu, który narusza zasady demokracji, jednocześnie strojąc się w superdemokratyczne szaty.
Poprzednio użyto go już w celu wprowadzenia aborcji na żądanie, małżeństw homoseksualnych, legalizacji prostytucji i całej gamy innych rozstrzygnięć, które w demokratycznych społeczeństwach powinny być zdecydowane – jeśli nie przez zdrowy rozsądek i szacunek dla podstawowych wartości – to przynajmniej przez większość.
Jak to jest, że tu, w Kanadzie, od czasu do czasu dowiadujemy się przy porannej kawie, że oto właśnie nastąpiła jakaś nieprawdopodobnie ważna, istotna dla nas zmiana obowiązującego prawa, a cała dyskusja publiczna przeszła bokiem lub w ogóle nie miała miejsca? Jak to jest, że kraj uchodzący na świecie za najlepsze urzeczywistnienie demokracji parlamentarnej, jest wpychany w społeczne eksperymenty, bez udziału głosu większości?!
Częścią naszego najlepszego polskiego dziedzictwa, jednym z fundamentów demokracji szlacheckiej I RP – była zasada Nihil novi nisi commune consensu, czyli "nic o nas bez nas" (bez powszechnej zgody). Tę zasadę każdy gdzieś tam podświadomie do dzisiaj nosi w głowie i traktuje jako podstawowy składnik systemu demokratycznego. Na zdrowy rozum, o to przecież chodzi we władzy ogółu.
Tymczasem od lat różnego rodzaju kulturowi bolszewicy i ziluminowani besserwiserzy, elita, której wydaje się, że zjadła więcej rozumów niż zwykły człowiek, kombinowali, jak tę zasadę demokratycznego samorządu obejść, zaprzęgając do swojej rewolucji. Owa elita uważa (przepraszam za ogólnik), że ludzie z natury są oportunistami, i jeśli mamy mieć jakikolwiek "postęp społeczny", to trzeba go ludziom wepchnąć w rozkrzyczane gardła.
Jak?
No, "demokratycznie". Pod płaszczykiem robienia im dobrze. Zresztą proszę zauważyć, że od jakiegoś czasu cywilizacja Zachodu przeżywa istną inwazję poprawiaczy, którzy chcą innym "robić dobrze", bo przecież sami nie zawsze wiemy, co dla nas najlepsze…
Mechanizm, który zastosowano w Kanadzie, operując na skostniałym systemie mieszanego prawa brytyjsko-francuskiego, wymagał zmiany konstytucji. Nowelizacji dokonano w 1982 roku, wprowadzając do ustawy zasadniczej Kartę praw i swobód (wolność często bywa ograniczana pod pozorem jej obrony i poszerzania). Karta ta każdemu obywatelowi gwarantuje całą gamę uprawnień: prawo do życia, wolność religii i sumienia, wolność słowa, przekonań, wyrażania opinii, włączając w to wolność prasy i innych mediów, wolność zgromadzeń, wolność zrzeszania się, prawo do przemieszczania się, równouprawnienie płci i wiele, wiele innych. Żyć nie umierać, tyle mamy praw, że od zawrotu głowa boli.
Strażnikiem tych uprawnień został federalny Sąd Najwyższy, który może oceniać, czy czasem dana ustawa czy inne prawo ustanowione przez wybieralnych przedstawiciele nie jest sprzeczne z gwarancjami wolności i praw zapisanymi w Karcie. Sędziowie Sądu nie są wybierani, lecz mianuje ich premier.
W ten sposób praktyczną władzę w najważniejszych kwestiach społecznych i etycznych oddano 9 osobom. To one uznały, rozpatrując różne apelacje, że kanadyjskie przepisy aborcyjne dyskryminują kobiety, naruszając ich prawo do "osobistego bezpieczeństwa", i unieważniły w 1988 roku ustawę aborcyjną; to ci ludzie stwierdzili, że ograniczenie małżeństwa do związku kobiety i mężczyzny dyskryminuje zainteresowanych jednopłciowym spółkowaniem, i unieważnili ustawę o małżeństwie itd. itp.
To oni też uznali obecnie, że obowiązujące przepisy zakazujące lekarzom dobijania pacjentów na życzenie są sprzeczne z… prawem do życia.
Choć teoretycznie Sąd Najwyższy nie pełni roli ustawodawczej, bo jedynie unieważnia daną ustawę i oddaje rzecz do parlamentu, ze wskazaniami, co ma zawierać nowe prawo na dany temat, to praktycznie Sąd jest jednym z największych dyktatorów, faktycznie stanowiąc prawa i decydując o kierunku zmian społecznych. Tym samym podstawowa zasada demokracji i monteskiuszowy trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a także zdroworozsądkowy fundament każdego samorządu – nic o nas bez nas – zostały zawieszone na kołku. Żyjemy w czasach dyktatu SN.
Co ciekawe, mechanizm ten jest upowszechniany w innych krajach Zachodu, w tym w Unii Europejskiej. Dlaczego? No właśnie dlatego, że działacze nowego Kulturkampfu dzięki niemu są w stanie zmienić to, czego żadne referendum by nie zdołało.
Nową ustawę dopuszczającą eutanazję musi obecnie przegłosować parlament (ma na to 12 miesięcy), a jeśli tego nie zrobi, będziemy mieli w Kanadzie eutanazyjną wolnoamerykankę podobną do tej w przypadku aborcji – dobijanie nie będzie regulowane prawnie.
Ci sami lekarze i pielęgniarki, którzy jednych będą ratować, innych zabiją na życzenie, ci, którzy nie będą chcieli dobić, będą musieli kierować pacjentów do kolegów zabójców.
I znów mówi się nam o eutanazji same fajne rzeczy – że przecież dogorywający ludzie nie chcą cierpieć, że mamy prawo do farmakologicznej wersji mizerykordii; diabeł jak zawsze siedzi w szczegółach i delikwent poddawany "na własne życzenie" eutanazji, w myśl kanadyjskiego rozstrzygnięcia nie musi być "śmiertelnie chory", a wystarczy, by cierpiał mentalnie. Jak raz zaczniemy zabijać ludzi w depresji i damy pacjentom prawo do decydowania o własnej śmierci w warunkach szpitalnych, natychmiast pojawią się różne naciski – rodzinne, medyczne, inne. No bo np. rodzina nie ma sił się opiekować i sam zainteresowany czuje się zobowiązany jej ulżyć, prosząc o eutanazję, albo osoba na liście ma zdrowe organy, więc po transplanty ustawia się kolejka potrzebujących. Diabelskich scenariuszy jest całe multum.
Jednym słowem, niektórych z nas mogą poprowadzić na rzeź, i co my na to? Krowy przynajmniej kopią i ryczą.
Ktoś opowiadał, że znajoma ma stwardnienie rozsiane i postanowiła skończyć ze sobą w Holandii, gdzie eutanazja już jest praktykowana na szeroką skalę, zaprasza więc na pogrzeb w lutym 2016, ale jedna z zaproszonych osób poprosiła o przesunięcie terminu zgonu, bo ma w tym czasie zaplanowany cruise.
Welcome to the New Brave World my friends! Już jesteśmy w środku, już za drzwiami...
Andrzej Kumor
Sytuacja na Ukrainie powoli przeistacza się w wojnę zastępczą między USA a Rosją. Od uzbrojenia Kijowa w amerykańską broń pozostanie tylko jeden "klik" do "prawdziwego" konfliktu. W młodych latach słuchałem kabaretu Mijalowego Radia Tirana (Mówi Tiranna, słuchacie Tiranny…). W retoryce tego prześmiesznego ośrodka propagandowego polityka opisywana była przy pomocy szablonu zmagań "imperialistów amerykańskich" i "soc-imperialistów radzieckich". Słowo daję, że tamten śmiech zastyga mi dzisiaj na ustach…
Wygląda na to, że naszą wydmuchaną przez kredyt gospodarkę sprowadzi na ziemię konflikt, co pozwoli wytłumaczyć, dlaczego musi być tak, jak jest. Tymczasem jednak na naszym "wolnym" rynku, rzutem na taśmę przeprowadza się kolejną operację "luzowania" finansowego, czyli wpuszczania w obieg kolejnych miliardów kredytowego pieniądza. Co ciekawe, owo poluzowanie ma miejsce po obu stronach Atlantyku.
Turystyka
- 1
- 2
- 3
O nartach na zmrożonym śniegu nazyw…

Klub narciarski POLMEDEN przy Oddziale Toronto Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie wybrał się 6 styczn... Czytaj więcej
Moja przygoda z nurkowaniem - Podwo…

Moja przygoda z nurkowaniem (scuba diving) zaczęła się, niestety, dość późno. Praktycznie dopiero tutaj, w Kanadzie. W Polsce miałem kilku p... Czytaj więcej
Przez prerie i góry Kanady

Dzień 1 Jednak zdecydowaliśmy się wyruszyć po raz kolejny w Rocky Mountains i to naszym sta... Czytaj więcej
Tak wyglądała Mississauga w 1969 ro…

W 1969 roku miasto Mississauga ma 100 większych zakładów i wiele mniejszych... Film został wyprodukowany aby zachęcić inwestorów z Nowego Jo... Czytaj więcej
Blisko domu: Uroczysko

Rattray Marsh Conservation Area – nieopodal Jack Darling Memorial Park nad jeziorem Ontario w Mississaudze rozpo... Czytaj więcej
Warto jechać do Gruzji

Milion białych różMilion, million białych róż,Z okna swego rankiem widzisz Ty… Taki jest refren ... Czytaj więcej
Massasauga w kolorach jesieni
Nigdy bym nie przypuszczała, że śpiąc w drugiej połowie października w namiocie, będę się w …
Life is beautiful - nurkowanie na Roa…
6DHNuzLUHn8 Roatan i dwie sąsiednie wyspy, Utila i Guanaja, tworzące mały archipelag, stanowią oazę spokoju i są chętni…
Jednodniowa wycieczka do Tobermory - …
Było tak: w sobotę rano wybrałem się na dmuchany kajak do Tobermory; chciałem…
Dronem nad Mississaugą
Chęć zobaczenia świata z góry to marzenie każdego chłopca, ilu z nas chciało w młodości zost…
Prawo imigracyjne
- 1
- 2
- 3
Kwalifikacja telefoniczna

Od pewnego czasu urząd imigracyjny dzwoni do osób ubiegających się o pobyt stały, i zwłaszcza tyc... Czytaj więcej
Czy musimy zawrzeć związek małżeńsk…

Kanadyjskie prawo imigracyjne zezwala, by nie tylko małżeństwa, ale także osoby w relacji konkubinatu składały wnioski sponsorskie czy... Czytaj więcej
Czy można przedłużyć wizę IEC?

Wiele osób pyta jak przedłużyć wizę pracy w programie International Experience Canada? Wizy pracy w tym właśnie programie nie możemy przedł... Czytaj więcej
FLAGPOLES
Flagpoling oznacza ubieganie się o przedłużenie pozwolenia na pracę (lub nauk…
POBYT CZASOWY (12/2019)
Pobytem czasowym w Kanadzie nazywamy legalny pobyt przez określony czas ( np. wiza pracy, studencka lub wiza turystyczna…
Rejestracja wylotów - nowa imigracyjn…
Rząd kanadyjski zapowiedział wprowadzenie dokładnej rejestracji wylotów z Kanady w przyszłym roku, do tej pory Kanada po…
Praca i pobyt dla opiekunów
Rząd Kanady od wielu lat pozwala sprowadzać do Kanady opiekunki/opiekunów dzieci, osób starszych lub niepełnosprawnych. …
Prawo w Kanadzie
- 1
- 2
- 3
W jaki sposób może być odwołany tes…

Wydawało by się, iż odwołanie testamentu jest czynnością prostą. Jednak również ta czynność... Czytaj więcej
CO TO JEST TESTAMENT „HOLOGRAFICZNY…

Testament tzw. „holograficzny” to testament napisany własnoręcznie przez spadkodawcę. Wedłu... Czytaj więcej
MAŁŻEŃSKIE UMOWY O NIEZMIENIANIU TE…

Bardzo często małżonkowie sporządzają testamenty razem (tzw. mutual wills) i czynią to tak, iż ni... Czytaj więcej
ZASADY ADMINISTRACJI SPADKÓW W ONTARI…
Rozróżniamy dwie procedury administracji spadków: proces beztestamentowy i pr…
Podział majątku. Rozwody, separacje i…
Podział majątku dotyczy tylko par kończących formalne związki małżeńskie. Przy rozstaniu dzielą one majątek na pół autom…
Prawo rodzinne: Rezydencja małżeńska
Ontaryjscy prawodawcy uznali, że rezydencja małżeńska ("matrimonial home") jest formą własności, która zasługuje na spec…
Jeszcze o mediacji (część III)
Poprzedni artykuł dotyczył istoty mediacji i roli mediatora. Dzisiaj dalszy ciąg…