Po 20 latach przerwy, na podupadający Azotor powrócił hokej. Dyrektor lokalnego Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji nie był do końca zadowolony. Zwykł mawiać: "hokeiści tylko lód niszczą", i w ten sposób trenowaliśmy późnymi godzinami wieczornymi na nigdy nieczyszczonym lodzie, choć w mieście są dwie zamboni (maszyny do czyszczenia lodu). Swego czasu były też dwie tafle lodowe, lecz jedna nigdy nie została uruchomiona, a po latach popadania w ruinę niedokończone kryte lodowisko przebudowano na halę wielofunkcyjną. Taflę lodową, nigdy nienapełnioną instalację skuto.
Hokej to specyficzny sport. Wymaga nie tylko specjalnych warunków, ale też odpowiedniego wystroju. Rozpędzony krążek bez trudu potrafi okaleczyć, permanentnie odkształcić piszczele w stylu Muay Thai czy dać zarobić Twojemu dentyście. Sprzęt hokejowy to podstawa, żeby bezpieczna była na lodzie zabawa.
W dawnych czasach, gdy jeszcze Chemik występował w lidze, wystrój hokejowy był towarem deficytowym, a drużyna z Kędzierzyna żywym skansenem grającym w sprzęcie, który raczej winien był się znaleźć w Hockey Hall of Fame w Toronto.
Wkrótce po reaktywacji Chemika, w grudniu 2002 roku, drużyna pozyskała całego vana muzealnego sprzętu z Odry Opole. Hokej małymi krokami zaczął powracać do K-K. Jeszcze tego samego roku, byli juniorzy, którzy po raz pierwszy od 20 lat założyli łyżwy i wzięli kije hokejowe do rąk, wsparci garstką zapalonych amatorów, stawili czoło Oldboys Odra Opole. Wynik nie był ważny, zupełnie nieistotny – liczyło się to, że grany był kędzierzyński hokej, "azotowy".
Azoty to dzielnica Kędzierzyna-Koźla. Ten mały rewir, oddalony od reszty miasta, ukryty w lesie niedaleko od Zakładów Azotowych na terenie obfitym w bunkry i leje po bombach – wychował garstkę hokeistów. Jedynych w swoim rodzaju. Małą, ale wielką familię, która razem dorastała na dwóch ulicach i która dziś tworzy TMHL Chemik Kędzierzyn-Koźle. Jak legenda głosi, nie ma takiej drugiej drużyny na świecie, która dwie ma zamboni, nie trenuje, a w lidze i na turniejach gra – i nawet wygrywa!
Przez ostatnich 13 lat istnienia reaktywowany Chemik grał w amatorskich ligach na Śląsku oraz w Czechach. Niejednokrotnie też drużyna brała udział w międzynarodowych turniejach w Czechach, Niemczech czy na Słowacji, odnosząc sukcesy nie tylko na lodzie, ale również poza nim. Słowiańska dusza drużyny w połączeniu z miłością do hokeja to wizytówka hokeistów z Kędzierzyna. Nawet najnudniejsza gala zakończenia przeistacza się w żwawą biesiadę, gdy "chłopcy z Azot" są w okolicy. Tak też było na Barrie Hobby Cup.
Tylko co Ci "chłopcy z Azot" robili w Barrie, ON? Polski hokej? W Kanadzie? Brzmi nierealnie, wręcz utopijnie, gdyż od lat ta dyscyplina leży w naszej ojczyźnie, pomimo tego że otaczają nas same najlepsze drużyny świata… Dywizja A! A w kraju hokejowa czarna dziura. I nie tylko.
http://www.goniec24.com/goniec-zycie-polonijne/item/5420-dru%c5%bcyna-z-k%c4%99dzierzyna-ko%c5%bala-w-ojczy%c5%banie-hokeja#sigProId0dfacc013c
Na szczęście są pasjonaci, którzy wierzą w zmianę i walczą o dobre imię. Z własnych pieniędzy z własnej kieszeni, która w kraju niestety zbyt głęboka nie jest. Kiedy dwa lata temu podczas turnieju w Niemczech padło zaproszenie na wyjazd do Kanady – wiedzieliśmy, że musimy pojechać. Aby udowodnić, że wszystko jest możliwe… bo w końcu sloganem marketingowym naszego miasta jest – Miasto Możliwości, a możliwości jest wiele, a najczęstsza to ewakuacja poza granice kraju z tego podupadającego, niegdyś rozkwitającego "przemysłowego raju".
Czasy prosperity dawno minęły. Zakłady chemiczne rozprzedano, jeden z największych w Polsce portów śródlądowych popadł w ruinę i w zapomnienie, tak jak i niegdyś wielosekcyjny Chemik. Ulice straszą pustkami, a społeczeństwo raduje się, że zbudowali galerię. Płyną więc taczkami pieniądze lokalnego podatnika poza granice powiatu. I nie wracają, tak jak rzesze młodych ludzi, które w poszukiwaniu lepszego życia uciekły z Miasta Możliwości.
A tymczasem grupa zapaleńców, hokejowych świrów robi co może, aby dobre imię miasta szerzyć po świecie. Na koszulkach Kędzierzyn-Koźle, z przodu jak i z tyłu, na getrach herby, jak i na kaskach. Flaga Polski na sercu. Polska w sercu. Miłość w jedną stronę. Toksyczne zauroczenie, które momentalnie doprowadza do słabości i napadów złości. Ale Chemik walczy i się nie poddaje! Przez te wszystkie lata tej platonicznej miłości od możnowładców naszego grodu nic nie dostaliśmy, poza trzema kubkami i dwoma chińskimi piórami. Tak naprawdę o wiele nigdy nie prosiliśmy, skromni z nas chłopcy, ale miastu nawet ciężko było zasponsorować zestaw koszulek, aby promować nasze miasto tu, w Kanadzie. W końcu tyle jest u nas możliwości, i my w to wierzymy, tym słowem się dzielimy… ale miasto w nas partnera nigdy nie widziało i ze sponsoringu astronomicznej kwoty 2500 PLN – na reprezentacyjne koszulki – przed samym turniejem się wycofało.
Tkwiąc tak w tym platonicznym zauroczeniu, grupa przyjaciół, jak łososie na tarło, pod prąd płynie, szerząc nowinę i sportowe braterstwo. Nie ma między nami Toma Cruise'a, to nie Mission Impossible… a prawdziwa pasja i miłość do sportu i miasta, które chętnie by się nas wyrzekło, bo w końcu hokeiści tylko lód niszczą. Dobrze, że już w mieście lodowiska nie ma, to nie ma nam co niszczyć.
Nie niszczymy, lecz budujemy "sportowe mosty" pomiędzy miastami i krajami, a przy tym potrafimy się świetnie bawić! Każdy turniej to zabawa. Nie gramyprzecież o złote kalesony, choć często mogłoby to sugerować ciśnienie i stres na ławce w boksie. Taki jest sport. Rywalizacja. Duch walki. Sportowe wartości! W czasach gdy wartości są mocno zamazane. Chemik walczy o to, co dobre!
Do Kanady przyjechaliśmy zagrać w hokeja. Nie liczyliśmy na łaskę ze strony lokalnych, wręcz przysłowiowego lania się spodziewaliśmy – ale nie odstawaliśmy za bardzo. Chemik dotrzymał kroku Kanadyjczykom i na wyrównanym poziomie zagrał wszystkie mecze w Barrie Hobby Cup. Ale wyniki nie są ważne, choć miło, że na osłodę, ostatni mecz przeciwko niemieckiej drużynie EHC Nethphen Chemik wygrał 7 do 1! Kanada zdobyta!
Będąc częścią drużyny, ciężko jest pisać obiektywnie, kiedy tak wiele emocji towarzyszy naszemu przedsięwzięciu. Pytanie się pojawia, czy spełniamy rolę posłańca dobrej nowiny? Może trochę narzekamy, w końcu na co od władz czekamy? Nic od nich nie wygramy… choć tak bardzo z miastem się utożsamiamy.
Gdy naszą historię poznali Kanadyjczycy, niejednemu łza się w oku zakręciła.
Mateusz Kulik