Komedia ludzka staje się coraz ciekawsza. Czy jeszcze jesteśmy w stanie myśleć, czy jesteśmy w stanie rozeznać się, co jest rzeczywiste, a co nie? Odpowiedzieć szczerze? Nie jesteśmy.
Dlaczego?
Bo żyjemy w czasach post-factual politics, czy też post-truth politics, gdzie prawda nie ma żadnego znaczenia – jest NIEWAŻNA; liczy się jedynie gra emocji i wytworzenie pożądanego wrażenia. Postprawdziwa polityka to taka, gdzie nie liczą się żadne wyjaśnienia, tłumaczenia, nie liczy się stan faktyczny – powtarzamy natomiast do znudzenia te same tezy, a ich merytoryczne obalanie po prostu ignorujemy.
Oznacza to, że przestaliśmy się wzajemnie traktować jak zwierzęta myślące i zeszliśmy do poziomu behawioralnego – wpajamy odruchy. Na jedne określenia mamy się ślinić, na inne marszczyć czoło, jeszcze inne mają wywoływać uczucie zadowolenia.
Prawda? A co to takiego? W dzisiejszych czasach każdy ma własną. My te „prawdy” wkładamy ludziom do głowy metodą tresury.
Okazuje się, że słowa, narracja mogą być użyte „jako broń w wojnie hybrydowej” – od dawna znana jest użyteczność propagandy podczas konfliktu, dzisiaj robi się to o wiele skuteczniej. Trwają prace nad weaponized narrative. Poważnie, tak to się nazywa. Chodzi o to – żeby ludziom zlasować mózg na miękką masę.
Jak? Na przykład poprzez zakładanie „alternatywnych” środków przekazu i tworzenie fałszywych wiadomości (fake news). Posługujemy się przy tym całą armią internetowych trolli – tych opłacanych i osób podżeganych różnymi metodami do działania – na przykład przy pomocy spreparowanej informacji.
W czasach gdy rządzą media społecznościowe, można to robić tanio i skutecznie. Dzisiaj nie ma już magnatów prasowych czwartej władzy, jest za to pan Cukierberg i koledzy. Co to oznacza? Nastąpiła śmierć dziennikarstwa śledczego – jednej z najdroższych form dziennikarstwa; nie ma korespondentów wojennych – bo strony konfliktu same twittują co bardziej krwiste kawałki. Ponieważ wyrobiono w ludziach oczekiwanie, że informacje dostają za darmo i nic ich one nie kosztują, zatem informacje, jakie pozostają na rynku, to te „sponsorowane” – przez partie polityczne, państwowych pijarowców, duże korporacje, wraże grupy interesów czy lobbystów. Słowem, zostają „wrzutki”.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu za informację płacił czytelnik, wrzucając monetę do skrzynki z gazetami. Dzisiaj ta skrzynka stoi otwarta, a w środku nadal są gazety. Jaka jest wartość informacji w nich przekazywanych? Bardzo duża – dla tych, którzy za nie zapłacili – tu patrz wyżej, kto płaci. Jest to proces globalny i nieuchronny.
Oczywiście każdy powie, że dzisiaj mamy Internet, tam możemy dopytać się prawdy. Opinia taka wywołuje łagodny uśmiech na twarzach „kreatorów narracji”, którzy wstrzykują w cukierbergowe oprogramowanie zamówione narracyjne „streamy”.
W Internecie jesteśmy na talerzu. Można popatrzeć, jakie środowiska rozprzestrzeniają jakie informacje, kto na co reaguje, zobaczyć, kiedy kto daje lajka, a kiedy robi share i posyła newsa dalej. W ten sposób bardzo łatwo ustalić wehikuły informacyjne – wózki, na których położymy interesujący nas przekaz.
Jak? No, na przykład, puszczamy zdjęcie zabiedzonego kotka bez nogi, którego każda kobieta o czułym sercu pośle dalej, i podpisujemy, że to ofiara kiboli klubu piłkarskiego. W ten sposób składamy do kupy małą torpedę informacyjną – weaponizujemy narrację. Czy to prawda z tym kotkiem? Czy rzeczywiście ktoś kotu nogę odciął kozikiem? A może wpadł pod samochód? A może sprawcą była jakaś zdemoralizowana nastolatka, a może sataniści… Kto to sprawdzi?
Prawda, że fascynujące? Prawda, że można się tym bawić jak kot myszą?
Inna rzecz. Mamy tendencję do przekonania, że ludzie są raczej uczciwi i że w sieci mamy raczej do czynienia z żywymi, a nie z botami czy innymi automatami. Tymczasem automaty działają na każdym kroku – np. lajkując pewne wypowiedzi. Specjaliści od narracji militarnej wyjaśniają, że musimy w ten sposób przeciwdziałać sytuacjom, kiedy to państwa ludne wzmacniają przekaz – np. taka Rosja czy Chiny mają ludzi kupę i wystarczy że zareaguje pół procent, aby stworzyć wrażenie masowego charakteru danej opinii, stworzyć przekaz, spod którego ze względu na ograniczenia „demograficzne” tacy – proszę pana – Łotysze, nie będą mogli nosa wychylić. W sukurs Łotyszom musi więc przyjść oprogramowanie…
Gdzie w tym wszystkim jest prawda?
Pan Bóg jeden wie. Mamy przed sobą cały fascynujący kosmos manipulacji, całą sferę kłamstwa, sztuczny świat, któremu służy nowa „dyscyplina sportu” – panowanie nad zbiorowymi odruchami społeczeństwa. Dlatego gdy ktoś mówi o demokracji, wolnym wyborze, to albo nie wie, o czym mówi, albo jest cynicznym funkcjonariuszem.
Znany nam tu wszystkim Wojciech Wojnarowicz, reagując na mój wpis o polityce „postprawdziwej”, napisał tak: I experience it every bloody day. NO, not with students, who still value factual references, but with adults, young adults, especially future teachers, whose worldview is formed by today’s academia! Debate? What debate?! Any opposing view is immediately hysterically attacked as bigoted, fascist, racist, misogynist etc. etc.
Czyli nowa szkoła służy już nowej rzeczywistości postfaktycznej, oduczając młodych ludzi naturalnego dążenia do prawdy i zastępując je wdrukowanymi kliszami. Welcome to the Brave New World. Przyszłość jest teraz. Dzisiaj jeszcze jesteśmy w stanie to zobaczyć, jutro już nie.
http://www.goniec24.com/teksty/item/7902-postprawdziwa-narracja-postprawdziwe-czasy#sigProIda73433b171
Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!